Częste ostrzenie struga jest czynnością obowiązkową. Podczas planowania nóż naciera nie tylko na
bambusową listwę. Często także, zwłaszcza w końcowej fazie procesu, dochodzi do
kontaktu ostrza z płaszczyzną formy. W efekcie nóź szybko tępi się a praca
takim narzędziem powoduje utratę pełnej kontroli nad kształtowaną listwą. W sytuacjach skrajnych może dość do
poszarpania listwy czy też całkowitego jej uszkodzenie. Ostry nóż to również duży komfort pracy.
Jak zatem naostrzyć strug?
Osobiście robię to nieco inaczej. Regułą jest ostrzenie noży na
jakościowym, japońskim kamieniu o bardzo drobnej gradacji. Tu w zasadzie potrzebny jest nie jeden lecz
kilka kamieni o różnych gradacjach, a do tego dubeltowo – pierwszy do ostrzenia
stali, drugi identyczny do wyrównywania płaszczyzn kamieni. Ja natomiast
kamieni nie używam w cale. Zamiast nich
ostrzę swoje strugi na powszechnie dostępnych wodnych papierach ściernych
ułożonych na szkle tudzież innym gładkim blacie. Sposób ten ma tę zaletę, iż
pozawala swobodnie szachować gradacją ścierni, poza tym, jest łagodny dla
kieszeni. Co najważniejsze skuteczny.
Ostrząc wykonuję zwykle po kilkadziesiąt (czasem kilkaset)
posuwów na gradacjach 500, 800, 1000, 1500, 2500. Po zakończeniu tych czynności często pojawia się mikrozadzior na płaskiej stronie noża. Należy w tedy
wykonać kilka przeciągnięć po płaskiej stronie ostrza – kładąc nóż całą
płaszczyzną (fazą do góry) na drobnej ścierni. Ostatnim elementem procesu jest
wykonanie „mikrofazy”, czyli drugiej fazy w pobliżu krawędzi ostrza. Wykonuje
się ją kilkoma posuwami zmniejszając uprzednio kąt o kilka stopni. W efekcie właściwego ostrzenie, na finalnej ścierni rzędu 2500 lub drobniej, uzyskuje się idealnie wypolerowaną fazę zdolną odbijać niczym lustro.
Innym, niejako tradycyjnym, testem ostrza jest golenie włosów na przedramieniu bądź łydce. Jak widać test został zaliczony.